Atrament na znoszonej koszuli

Nie chcę nic,
nawet
krzywego spojrzenia,
ciepłego grymasu,
krótkiego westchnienia.

Nie chcę słów.
One
krzyczą i ranią,
wpędzają w złości wir,
bezbrzeżnie oddalają.

Tłustą plamą
niech tylko
się stanę.

Na znoszonej koszuli
niech
spocznie atrament.

Nie powiem ni słowa,
na nic się nie poskarżę.

Poczuję puls,
na skroni dech,
w rytm serca
się wsłucham.

Dopóki na
wieczność,…
utracę.