Wstyd

Mięso armatnie,
rzucam się na rzeź.

Na gwałt oddaję trzewia.

w plwocinę brnę.

Bezwstydnie,
bez zażenowania.

Z przejęciem na zmiętej
twarzy rysowanym.

Lubieżnie – z oddali
przyglądam się.

Orgii barw,
bezeceństw ego.

W ekstatycznym
pojękiwaniu – drżę.

Zlizuję pot,
przywołuję obrazy.

Padam twarzą z nóg,
poobijany.

Z horyzontem ran,
pod skórą wytatuowanych.

Deklinacja uproszczona

Słowo – ja – ze słowników wykreślono,
przez – My – zastąpione.

Choć bardziej synonimem,
Ty – się stało.

Ciebie, z Tobą, o Tobie.

W pluraliźmie znaczeń,
deklinacja uproszczona.

Myśli zubożałe,
z pojedynczym obcują
podmiotem.

Przelatuje przezeń co rusz,
ucieka na moment.

By po chwili 
każdą z osobna
komórkę trawić 

wszędobylskiej tęsknoty
łomotem.